Dzień dobry. Witamy bardzo serdecznie. Na dzisiejsze spotkanie zaprosiłam Panią Justynę Kulmę-Mazurek, która jest psychologiem. Będziemy rozmawiać o trudnej sytuacji, w jakiej wszyscy się znajdujemy. Pani Justyno, proszę powiedzieć, czym się Pani zajmuje?

Dzień dobry. Jestem psychologiem. Pracuję przede wszystkim w szkole.

Znam Panią Justynę, ponieważ wiele lat pracowałyśmy razem. Mogę powiedzieć, że jest to superspecjalista, który dogłębnie zna problemy dzieci i młodzieży. I moje pytanie teraz. To spotkanie jest dlatego, że fundacja Dajemy dzieciom siłę poinformowała, że wiele dzieci dzwoni na infolinię i skarży się, że nie radzi sobie z sytuacją, która jest. Nie radzą sobie z emocjami. Dzieci znalazły się w kryzysowej i nowej dla siebie sytuacji. Chciałam zapytać, co jest kluczowe, jeśli chodzi o wsparcie emocjonalne dzieci i młodzieży?

Dzieci znalazły się w nowej sytuacji. System szkolny jest w nowej sytuacji. Nowej to znaczy trudnej sytuacji, bo nieznanej. Oznacza to, że wszyscy zaczynamy uczyć się, jak się uczyć. Nie uczymy się już w szkole. Nie nabywamy wiedzy bezpośrednio na lekcji, gdzie mamy stały kontakt z nauczycielem. Część zadań kierowana jest do dzieci, które wykonują je w domu samodzielnie.

Jeśli chodzi o nas dorosłych, o nas rodziców, to takim najważniejszym wsparciem dla dzieci jest przede wszystkim bycie z nimi w kontakcie, zorganizowanie im zaplecza, żeby mogły się uczyć. Ważne jest, aby dzieci miały wszystkie książki i ćwiczenia. Na pewno w szkole ktoś jeszcze jest i można odebrać brakujące rzeczy. Można umówić się z nauczycielami, aby jakoś przesłali dzieciom podręczniki, aby dzieci miały świadomość, że taka baza do nauki jest w domu, na miejscu.

Druga sprawa, która zabezpieczy dzieci i da im wsparcie emocjonalne, to, abyśmy jako rodzice zdawali sobie sprawę, co dziecko ma zadane, z jakich obowiązków musi się wywiązać.

Ważne jest też, abyśmy jako rodzice byli w kontakcie z nauczycielami, takim stałym i bezpośrednim. Żebyśmy zgłaszali wszystkie wątpliwości, problemy, zapytania.

Najlepiej komunikować się bezpośrednio z nauczycielem i napisać, jaką mamy sytuację rodzinną, że na przykład dwie osoby pracują też w domu, że nie mamy sprzętu, że jest rodzeństwo. Nauczyciel ma prawo tego nie wiedzieć, zadaje wszystkim, ale każdy przypadek rozpatruje indywidualnie.

Wszyscy uczymy się tej sytuacji na nowo. Dzieci uczą się tej sytuacji na nowo najbardziej, bo są najmłodsze w całym tym ogniwie. Dlatego warto być w kontakcie z nauczycielami, pisać za pomocą dziennika elektronicznego. Pisać o sytuacjach, kiedy nie dysponujemy laptopem dla dziecka albo drukarką, a trzeba coś wydrukować czy mamy problem z odesłaniem czegoś. Na przykład dziecko nie zdążyło odesłać zadania na czas, a takie sytuacje się zdarzają. Zdarza się, że programy, w których nauczyciele zadają dzieciom materiał do przerobienia, są tak przeładowane, że się zawieszają i dzieci nie zdążają z przerobieniem danej partii materiału.

Tak więc najważniejsze to być w kontakcie z nauczycielem, pytać, rozmawiać.

Tak żeby nie doprowadzać do sytuacji, że musimy coś do jakiejś godziny zrobić, nawet jeśli nauczyciel tak powiedział. Rodzic musi rozpoznać, czy w danej sytuacji jest to możliwe.

Tak. Na pewno nikt z tego powodu nie będzie wyciągał konsekwencji, jeśli rodzic napisze, że nie było możliwości, aby coś zrobić. To jest ważne, bo teraz dzieci nie chodzą do szkoły na 8.00 i trochę inaczej wygląda ich rytm dnia. Warto, nawet z tymi młodszymi dziećmi, umówić się, w jakich godzinach jest nauka, w jakich odpoczynek, kiedy jest czas, żeby się przewietrzyć na balkonie czy wyjść do lasu, jeśli go mamy w pobliżu.

Zgadza się. Plan dnia będzie wszystko usprawniał. Będzie można zamienić godziny pracy jeśli jest rodzeństwo. Najpierw korzysta jedna osoba, potem inna. I taki plan dnia rozładuje napięcie w domu powstające wokół tego, kto z czego ma korzystać.

To teraz moje drugie pytanie. Dzieci dostają teraz dużo zadań do wykonania, ale w niektórych szkołach za mało. Jak wspierać dziecko zdolne, które zrobi te zadania w pół godziny czy godzinę. Co mogą robić rodzice, żeby wspierać dziecko zdolne w tym czasie? 

Jeśli rzeczywiście mamy w domu dziecko zdolne i obowiązki szkolne zajmują mu niewielką ilość czasu, to jest czas, żeby rozwijać i rozwijać wiedzę i pasje. Nie można udać się na zewnątrz na przykład na zajęcia piłki nożnej, na basen czy na plastykę, ale można tego rodzaju aktywności próbować wykonywać w domu. I tym zająć dziecku czas. Można je zająć jakimiś ciekawymi pozycjami książkowymi i w ten sposób rozwijać pasje. Jest wiele stron w internecie. Mnóstwo muzeów pootwierało wirtualne spacery. Dziecko, które jest zdolne, ma wiedzę, gdzie może szukać informacji, wie, w jaki sposób się zająć.

Pewnie takim bardziej zagrażającym efektem dla rodziców, których dziecko szybko sobie radzi z zadaniami, jest to, aby nie spędzało wiele czasu na grach komputerowych. Na to też trzeba wyznaczyć porę w ciągu dnia, a resztę poświęcić na rozwijanie zainteresowań, na poszerzanie wiedzy i na zabawę, która w przypadku dzieci młodszych jest bardzo ważna.

Myślę, że tu jest ważny aspekt. Do tej pory rodzice mówili dzieciom, żeby nie siedziały tyle przy komputerze, a teraz jest tyle możliwości, że to naprawdę może wciągać. Dlatego trzeba ustalić limit.

Ale to też jest czas, gdy limity, jeśli dziecko zwiedza wirtualne muzeum, można bez obawy wydłużać. Teraz nie za bardzo mamy co dać swojemu dziecku w zamian. Obecnie dzieci poświęcają bardzo dużo czasu na naukę i mało czasu zostaje im, żeby odpocząć i po prostu się ponudzić. 

Czyli, gdy dziecko jest zdolne i wie, jak korzystać z technologii, nie zabraniamy mu. Niech korzysta. A jak w sytuacji, gdy dziecko ma jakieś trudności w szkole, ma jakąś opinię, niepełnosprawność? Jak wtedy rodzic ma podchodzić od dziecka?

Pamiętajmy, że nieczynne szkoły nie oznaczają, że nauczyciele nie pracują. W szkole są pedagodzy specjalni, są logopedzi, są psycholodzy i oni też są dostępni. Rodzice mogą się z nimi kontaktować za pomocą dziennika elektronicznego. A oni z dzieckiem za pomocą jakiegoś portalu społecznościowego i pomóc przy rozwiązywaniu zadań. W przypadku dzieci z orzeczeniami także trzeba być w kontakcie z nauczycielem i ustalać, czy dziecko ma wykonywać te same zadania, jakie są dla całej klasy, czy są jakieś zadania, które dziecko wykona samodzielnie. Pedagodzy mogą dostosować zadania i wiem, że to się dzieje, bo u mnie w szkole pedagodzy uruchamiają bezpośredni kontakt z rodzicami i w ten sposób można sobie radzić.

Natomiast w domu, my jako rodzice, tak jak na co dzień wkładamy dużo wysiłku, żeby pomagać przy zadaniach domowych, tak trzeba to utrzymać. Żeby była zachowana równowaga. Żeby się nie pogubić, żeby nie doszło do sytuacji, że siedzimy z dzieckiem i ono musi coś zrobić.  I zaczyna się robić nieprzyjemnie. A z drugiej strony, żeby nie rezygnować zupełnie z zadań, że odpuszczamy dziecku, bo nie ma szkoły, więc nic nie robimy. Trzeba gdzieś wypośrodkować i zacząć realizować te zadania.

Sytuacja jest trudna. Trwa już kilka dni. Wydaje mi się, że dzisiaj tych nieprzyjemnych, trudnych emocji jest coraz mniej. My jako rodzice się przyzwyczajamy do tej nowej sytuacji i zaczyna być łatwiej. To jest moje osobiste wrażenie.

Jeśli są jakieś problemy, to należy to komunikować szkole, nauczycielom, bo wszyscy się uczymy tej sytuacji.

Właśnie Pani tu przypomniała o takiej najprostszej formie komunikacji, jaką jest telefon. Nawet jeśli rodzic nie ma dostępu do internetu, to możliwa jest komunikacja telefoniczna. Przecież wiele porad odbywa się właśnie w ten sposób, na przykład różnego rodzaju terapie.

Tak. Natomiast trzeba ustalić w jakich godzinach mają się odbywać takie telefoniczne konsultacje, ponieważ nauczyciel sprawdza prace uczniów, które zostały mu przesłane zdalnie i zanim je oceni, dobrze, gdy ma informację zwrotną, czy uczeń w ogóle dotarł do materiałów, czy coś zrobił i czy odesłał materiały nauczycielowi. Rodzice powinni kontrolować, co dzieje się w dziennikach elektronicznych, muszą być na bieżąco, jak nauczyciel przekazuje dzieciom informacje. Niekiedy przekazuje je w dzienniku, niekiedy w terminarzu. Niekiedy wysyła informację tylko do dziecka. Niekiedy i do dziecka i do rodzica. Niekiedy tylko do rodzica. Potrzebujemy jeszcze kilku dni, żeby wdrożyć się w system edukacji zdalnej.

Rodzic powinien też sprawdzać, czy wszystkie informacje wysyłane przez nauczyciela są dla dziecka zrozumiałe.

I tu przechodzimy do kolejnej kwestii związanej z terminami wykonywania zadań. Niekiedy nauczyciele straszą oceną niedostateczną. Ja się osobiście z taką sytuacją nie spotkałam. Nauczyciele raczej teraz tylko sprawdzają zadania, nanoszą poprawki, a nie oceniają. Taki komunikat wynika być może z chęci zmobilizowania dzieci do pracy. To pewnie będzie mobilizujące dla uczniów, którzy mieli dobre oceny. Dla uczniów, którzy i tak już mają oceny niedostateczne, to nie będzie skuteczne.

U tych uczniów szczególnie ważne jest, aby rodzice zaangażowali się w proces nauczania. Wiem, że to jest trudne. Część rodziców też pracuje zdalnie i musi wykonywać swoje obowiązki. Część chodzi do pracy. Warto wiec informować nauczyciela, że część rzeczy może być wykonana później.

To też jest taki sprawdzian, czy nasze dzieci potrafią pracować samodzielnie.  Czy materiały, które czytają w książkach, są dla nich zrozumiałe. Z moich doświadczeń wynika, że niekoniecznie i nauczyciel musi tłumaczyć dzieciom, o co chodzi w temacie. W przypadku niektórych dzieci bardzo wartościowe było chodzenie do szkoły na bieżąco i korzystanie z lekcji, a teraz muszą zadania realizować samodzielnie. Chociaż teraz dzieci przede wszystkim utrwalają wiadomości. Mało jest realizacji podstawy programowej.

Wiem, że jest już opracowywane rozporządzenie w tej sprawie. Będzie więc to pewnie odgórnie ustalone. Natomiast ważne jest, żeby się nie nakręcać. Jeśli jakiś nauczyciel postraszył jedynką, to trzeba wiedzieć, że jest to niezgodne z przepisami, bo teraz nauczyciele nie wystawiają ocen.

Tak, ale gdy pojawią się takie sytuacje, żeby w domu nie reagować jakimiś nieprzyjemnymi emocjami skierowanymi w stronę nauczyciela, bo nasze dziecko to usłyszy i to może go zdemobilizować, a bardzo ważne teraz jest to, żeby dzieci zaglądały do książek i poświęcały czas na naukę.

Bardzo ważna jest tu też systematyczność. I w takich sytuacjach okazuje się, że zarówno u dzieci jak i u dorosłych jest to dość duży problem. Kiedy nie mamy presji, nawet ludziom dorosłym jest się trudno zorganizować. Nie oczekujmy więc, że dzieci od razu wskoczą w taki rytm, że nie mają nikogo nad głową i robią zadania.

Są różne dzieci. Niektóre dzieci lubią pracować pod presją czasu i kiedy tego nie ma, nie siadają do lekcji. Jednak nauczyciel wysyła z zadaniami także termin wykonania, a to ma służyć właśnie systematyczności. Oczywiście jeśli nie możemy ich wykonać w terminie, to piszmy o tym do nauczyciela.  Ale warto, aby dziecko realizowało te wszystkie zadania na bieżąco. Nie będzie miało wtedy zaległości.

Moje kolejne pytanie dotyczy  dzieci lękliwych, które bardzo źle znoszą obecną sytuację. Kiedy rodzice powinni się zaniepokoić, że to nie jest lęk wynikający ogólnie z sytuacji, ale jest to coś poważniejszego i powinni szukać specjalisty?

Wydaje mi się, że w obecnej sytuacji, kiedy wszyscy mają dostęp do informacji, że do Europy dotarł wirus, to może być największą przyczyną leku u dzieci. Dzieci mają dostęp do internetu i czytają te wszystkie informacje. A nie wszystkie są wiarygodne. Niektóre mają taki charakter, żeby troszeczkę postraszyć. One straszą dorosłych, więc wyobraźmy sobie, jak mogą straszyć dzieci.

Jak obserwuję szkołę, to wydaje mi się, że taki największy strach o swoje bezpieczeństwo i rodziny teraz już zaczyna powoli mijać. On był największy w zeszłym tygodniu. Teraz już zostały podjęte jakieś działania i zaczynają przynosić efekty. Poczucie bezpieczeństwa wśród ludzi wzrasta. Jeżeli my będziemy spokojni, to przełoży się to też na nasze dzieci.

Natomiast takim sygnałem, kiedy powinniśmy zacząć szukać pomocy u specjalisty, jest na pewno u młodszych dzieci moczenie nocne. Albo na przykład kiedy dziecko, które miało problemy mową, znów zaczyna się jąkać lub kiedy dziecko ma problemy ze spaniem, zadaje bardzo dużo pytań: jak to będzie? Co to będzie? Czy coś się stanie? Tutaj powinniśmy się odnieść do jakichś wiarygodnych źródeł i w prosty sposób dziecku to przedstawić.

My dorośli mamy tu największy wpływ – jeśli my będziemy się czuć bezpiecznie, będziemy obniżać poziom lęku u dzieci. 

Dodatkową trudnością jest to, że wiele terapii jest w tym momencie zawieszonych, więc te wtórne objawy mogą być spowodowane tym, że nie ma czegoś, co było znane, co wspierało i może następować regres. Trzeba być w kontakcie z terapeutami i u nich szukać przede wszystkim pomocy.

Jeśli rodzic był zaangażowany w terapię dziecka, będzie widział, jak swojemu dziecku pomóc i będzie w stanie kontynuować tę terapię na terenie domu. Na pewno dostanie wskazówki od swojego terapeuty.

Podsumujmy naszą rozmowę, żeby to dobrze wybrzmiało: gdzie rodzić może szukać pomocy dla dziecka?

Przede wszystkim pamiętajmy, że szkoła zapewnia specjalistów i można się z nimi kontaktować. Pracują też Poradnie Psychologiczno-Pedagogiczne. Są dyżury i tam też można udać się po pomoc. Są różnego rodzaju telefony zaufania, zarówno dla dzieci, jak i dla nauczycieli, jak i rodziców. Na pewno nie jest tak, że my jako rodzice zostajemy bez niczego. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że będzie to w ograniczonej formie ze względu na to, że możemy się kontaktować tylko telefonicznie, przez internet lub media społecznościowe. Ale warto korzystać, jeśli taka pomoc będzie potrzebna.

To są wszystko bezpłatne formy pomocy. Oczywiście możemy też korzystać z płatnej pomocy. Jest wiele konsultacji online. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Ja także dziękuję.

Rozmawiała Dorota Lubas, dyrektor poradni psychologicznej, pedagog specjalny, terapeutka i trenerka.